TEN SEZON ZAPAMIĘTAMY NA ZAWSZE! MANCHESTER CITY MISTRZEM ANGLII
Sezon się zakończył, Euro trwa w najlepsze, a ja postanowiłem napisać kilka słów o zakończonym niedawno, pełnym emocji sezonie Manchesteru City. Trudno jeszcze do końca uwierzyć w to, co wydarzyło się 13 maja. Od ponad miesiąca możemy mówić o sobie MISTRZOWIE ANGLII i chyba każdy kibic City wciąż ma w głowie te niesamowite ostatnie minuty meczu z QPR.
I żaden komentarz o pieniądzach, transferach czy wielkich inwestycjach nie odbierze nam tego tytułu. Można mówić o pieniądzach, można mówić o szejkach, można szukać różnych powodów naszego sukcesu, ale prawda jest taka, że przez cały sezon toczyliśmy niesamowitą walkę o mistrzostwo. I wygraliśmy ją.
W obecnym sezonie zdobyliśmy mistrzostwo Anglii z dorobkiem 89 punktów. Rok wcześniej zakończyliśmy ligę na trzecim miejscu z 71 punktami, a dodatkowo zdobyliśmy Puchar Anglii. Wtedy był to dla nas ogromny sukces. Teraz jednak zrobiliśmy kolejny, wielki krok.
Manchester City po 44 latach został mistrzem Anglii.
Czy mogło być jeszcze lepiej? Oczywiście, że tak.
Kilka razy sami komplikowaliśmy sobie życie i w dość głupi sposób żegnaliśmy się z kolejnymi rozgrywkami. Sezon rozpoczął się od porażki z Manchesterem United w meczu o Tarczę Wspólnoty. Później bardzo szybko odpadliśmy z Pucharu Anglii, przegrywając w trzeciej rundzie właśnie z United. W Pucharze Ligi dotarliśmy do półfinału, ale tam musieliśmy uznać wyższość Liverpoolu.
Największy niedosyt pozostawiła jednak Liga Mistrzów.
Po raz pierwszy w historii mieliśmy zagrać w tych rozgrywkach i chyba każdy kibic liczył na coś więcej. Trafiliśmy do bardzo trudnej grupy z Bayernem Monachium, Napoli i Villarrealem. Zdobyliśmy 10 punktów, ale to wystarczyło tylko do zajęcia trzeciego miejsca. Zamiast kolejnych spotkań z najlepszymi klubami Europy czekała nas Liga Europy.
Tam również nie udało się przejść zbyt daleko. Sporting Lizbona wygrał pierwszy mecz 1:0, a nasze zwycięstwo 3:2 w rewanżu nie wystarczyło do awansu. I tak zakończyła się nasza europejska przygoda.
Trochę się tego nazbierało.
Ale mimo wszystko, kiedy spojrzymy na cały sezon, trudno nie być dumnym z tej drużyny.
W środku sezonu również nie było łatwo. Yaya Touré wyjechał na Puchar Narodów Afryki, a przecież doskonale wiemy, jak ważnym zawodnikiem był dla zespołu Roberto Manciniego. Do tego dochodziły kontuzje, kartki i momenty, w których naprawdę można było zacząć się zastanawiać, czy wytrzymamy walkę o mistrzostwo.
A przecież Manchester United miał już nad nami osiem punktów przewagi.
Wielu mogło wtedy pomyśleć, że wszystko jest już rozstrzygnięte. My jednak się nie poddaliśmy. City zaczęło odrabiać straty i krok po kroku wracało do walki o pierwsze miejsce.
I właśnie za to należy się tym zawodnikom ogromny szacunek.
ZACZĘŁO SIĘ OD PORAŻKI Z UNITED…
Sezon rozpoczęliśmy od porażki z Manchesterem United w meczu o Tarczę Wspólnoty. Prowadziliśmy już 2:0 po golach Joleona Lescotta i Edina Džeko, ale ostatecznie przegraliśmy 2:3.
Dzisiaj można powiedzieć, że była to tylko zapowiedź tego, co miało wydarzyć się kilka miesięcy później.
PIERWSZE DERBY MANCHESTERU ZAKOŃCZYŁY SIĘ WSPANIALE!
23 października 2011 roku nadszedł dzień, którego żaden kibic City nigdy nie zapomni.
Old Trafford.
Manchester United.
I wynik 1:6.
To nie był zwykły mecz. To był pokaz siły. Mario Balotelli strzelił dwie bramki, Sergio Agüero dołożył kolejną, a później swoje trafienia dorzucili Edin Džeko i David Silva. Sześć goli na stadionie naszego największego rywala mówiło samo za siebie.
To właśnie wtedy chyba po raz pierwszy naprawdę poczuliśmy, że ten Manchester City może zrobić coś wielkiego.
PRZYSZEDŁ CZAS NA POŻEGNANIE Z LIGĄ MISTRZÓW, A PÓŹNIEJ I LIGĄ EUROPY…
Tutaj niestety przyszło rozczarowanie.
10 punktów w grupie Ligi Mistrzów, a mimo tego brak awansu. Później Liga Europy i Sporting Lizbona. Wygraliśmy rewanż 3:2, ale to Portugalczycy cieszyli się z awansu.
Szkoda. Wielka szkoda.
Bo przecież wszyscy chcieliśmy zobaczyć City jeszcze dalej w Europie. Chcieliśmy, żebyśmy mogli pokazać całej Europie, że Manchester City wrócił na dobre do wielkiej piłki.
Na to będziemy musieli jeszcze poczekać.
NIEZAPOMNIANY MECZ Z QPR I WYMARZONE MISTRZOSTWO!
I w końcu nadszedł 13 maja.
Ostatnia kolejka sezonu. QPR. Wystarczyło wygrać i nikt nie musiał oglądać się na Manchester United.
Po golu Pablo Zabalety wszystko wydawało się zmierzać w odpowiednim kierunku. Niestety później zaczęło się piekło.
Djibril Cissé doprowadził do remisu, a Jamie Mackie wyprowadził QPR na prowadzenie 2:1.
Zostało kilka minut.
Właściwie nie kilka. Chwilę.
Wszyscy już chyba powoli traciliśmy nadzieję. Jedni nerwowo patrzyli na zegar, inni pewnie nie byli już nawet w stanie patrzeć na telewizor.
I wtedy Edin Džeko.
2:2.
Jeszcze jedna akcja.
Jeszcze jedna szansa.
I wtedy piłkę otrzymał Sergio Agüero.
Resztę historii znamy wszyscy.
3:2.
Agüero trafił do siatki, a Etihad eksplodował.
Chyba nie da się tego opisać słowami. Po 44 latach oczekiwania Manchester City ponownie został mistrzem Anglii. W dodatku zrobił to w sposób, którego nie wymyśliłby nawet najlepszy scenarzysta.
Do dzisiaj mam przed oczami tę bramkę.
Do dzisiaj mam w głowie komentarz.
Do dzisiaj trudno uwierzyć, że to naprawdę się wydarzyło.
Zaczynaliśmy sezon od porażki z United, później rozbiliśmy ich 6:1 na Old Trafford, przeżywaliśmy trudne chwile, traciliśmy przewagę, odpadaliśmy z kolejnych rozgrywek, ale na sam koniec to MY byliśmy na pierwszym miejscu.
Nie wygraliśmy wszystkiego. Nie udało się podbić Europy. W kilku rozgrywkach zawiedliśmy i z pewnością jest nad czym pracować.
Ale zdobyliśmy coś, na co czekaliśmy 44 lata.
MISTRZOSTWO ANGLII.
Dlatego dzisiaj nie chcę narzekać na to, czego nie udało się osiągnąć. Na to przyjdzie czas. Dzisiaj chcę po prostu podziękować tej drużynie za cały sezon.
Za każde zwycięstwo.
Za każdą bramkę.
Za każde derby.
Za wszystkie nerwy.
Za momenty, w których wydawało się, że już po wszystkim.
I przede wszystkim za te niesamowite ostatnie minuty meczu z QPR.
DZIĘKUJĘ!
BLUE MOON!
MANCHESTER CITY – MISTRZ ANGLII 2011/12!










