Micah Richards nie ukrywa dumy z postawy Manchesteru City, który na początku sezonu 2011/2012 pokazuje, że może skutecznie rywalizować z najlepszymi zespołami w Anglii. Obrońca The Citizens uważa, że jego drużyna przestaje pozostawać w cieniu odwiecznego rywala zza miedzy, Manchesteru United, i coraz śmielej zaznacza swoją pozycję w Premier League. Anglik podkreśla jednocześnie, że walka o mistrzostwo może być w tym sezonie wyjątkowo zacięta, a na końcowy sukces ma szansę nawet sześć zespołów.
Dla kibiców City to powód do optymizmu. Przez wiele lat Manchester United pozostawał najważniejszą piłkarską siłą w mieście, regularnie zdobywając trofea i walcząc o najwyższe cele zarówno w kraju, jak i w Europie. Sytuacja zaczęła się jednak zmieniać wraz z rozwojem Manchesteru City i inwestycjami nowych właścicieli. Klub stopniowo budował coraz mocniejszy skład, sprowadzał uznanych zawodników i zaczął stawiać sobie znacznie ambitniejsze cele. Teraz, pod wodzą Roberto Manciniego, The Citizens chcą udowodnić, że ich aspiracje nie kończą się na samym awansie do czołówki tabeli.
Początek sezonu 2011/2012 daje ku temu solidne podstawy. Manchester City pozostaje niepokonany w pierwszych pięciu kolejkach Premier League, a jedyną stratą punktów był remis na wyjeździe z Fulham. Drużyna rozpoczęła rozgrywki w bardzo dobrym stylu i szybko pokazała, że potrafi zarówno skutecznie atakować, jak i kontrolować przebieg spotkań. Wysoka jakość kadry, ofensywne nastawienie oraz rosnąca pewność siebie sprawiają, że City coraz częściej wymienia się w gronie głównych kandydatów do mistrzostwa Anglii.
Richards zwraca jednak uwagę, że udany początek nie może prowadzić do nadmiernego optymizmu. Sezon jest długi, a w Premier League nawet kilka słabszych spotkań może znacząco wpłynąć na pozycję w tabeli. Manchester United nadal pozostaje niezwykle wymagającym przeciwnikiem, ale zdaniem angielskiego obrońcy nie można ograniczać walki o tytuł wyłącznie do dwóch klubów z Manchesteru.
– Zawsze byliśmy trochę w cieniu United i to miłe, że teraz jesteśmy dla nich równorzędnym rywalem. Nie wykluczam z walki o mistrzostwo Arsenalu, Chelsea, Liverpoolu oraz Tottenhamu. To zespoły, które mają w swoich składach świetnych piłkarzy. Wystartowaliśmy rewelacyjnie, ale nie zamierzamy nikogo lekceważyć – miał podkreślić Richards.
Słowa obrońcy pokazują, że w szatni City panuje świadomość skali wyzwania. Manchester United ma ogromne doświadczenie w walce o trofea, Arsenal potrafi grać efektowną piłkę, Chelsea dysponuje zawodnikami najwyższej klasy, a Liverpool i Tottenham również mają ambicje, by włączyć się do rywalizacji o czołowe lokaty. W tak wyrównanej lidze nie wystarczy dobrze rozpocząć rozgrywek. Kluczowa będzie regularność, umiejętność zdobywania punktów w trudnych spotkaniach i odpowiednia reakcja na pierwsze niepowodzenia.
Remis z Fulham był dla Manchesteru City przypomnieniem, że nawet zespoły aspirujące do mistrzostwa nie mogą liczyć na zwycięstwa w każdym meczu. Wyjazdowe spotkania przeciwko drużynom walczącym o utrzymanie często okazują się bardziej wymagające, niż wskazywałaby na to różnica w potencjale obu zespołów. Gospodarze potrafią skutecznie utrudniać grę, ograniczać przestrzeń i wykorzystywać każdą okazję do przeprowadzenia groźnego ataku. City musiało więc pogodzić się z utratą punktów, ale remis nie przekreślał bardzo dobrego początku sezonu.
Zespół Manciniego miał jednak wiele powodów do zadowolenia. Manchester City dysponował dużą siłą ofensywną, a obecność takich zawodników jak Sergio Agüero i David Silva pozwalała tworzyć zagrożenie nawet przeciwko dobrze zorganizowanym defensywom. Agüero szybko zaczął pokazywać, jak wiele może wnieść do drużyny, natomiast Silva odpowiadał za kreatywność i dokładne podania otwierające drogę do bramki. W połączeniu z pozostałymi zawodnikami ofensywnymi City tworzyło zespół, który potrafił wywierać presję na rywalach i wykorzystywać ich błędy.
Istotna była również stabilność w defensywie. Richards, jako obrońca i wychowanek klubu, dobrze znał znaczenie solidnej gry w tyłach. Nawet najbardziej utalentowany atak nie zapewni mistrzostwa, jeśli drużyna będzie regularnie tracić bramki i gubić punkty w spotkaniach, w których powinna kontrolować sytuację. Manchester City musiał więc zachować równowagę między ofensywną filozofią Manciniego a odpowiedzialnością w obronie. Dopiero połączenie tych elementów mogło pozwolić zespołowi utrzymać się na szczycie przez cały sezon.
Dla samego Richardsa przemiana Manchesteru City miała szczególne znaczenie. Anglik trafił do pierwszej drużyny jako młody zawodnik i obserwował, jak klub stopniowo zmienia swoją pozycję w angielskim futbolu. Wcześniej to Manchester United dominował w mieście i regularnie walczył o najważniejsze trofea, podczas gdy City próbowało znaleźć dla siebie miejsce wśród najlepszych. Teraz sytuacja wyglądała inaczej. The Citizens nie chcieli już jedynie dotrzymywać kroku sąsiadom, lecz zamierzali bezpośrednio rywalizować z nimi o mistrzostwo.
Nie oznaczało to jednak, że United można było lekceważyć. Zespół z Old Trafford miał doświadczenie, szeroką kadrę i menedżera, który doskonale znał realia walki o tytuł. Manchester City musiał udowodnić, że potrafi utrzymać wysoki poziom nie tylko w pierwszych tygodniach sezonu, ale również w okresie zimowym i podczas decydującej części rozgrywek. Właśnie wtedy często rozstrzyga się los mistrzostwa, a presja związana z walką o najwyższe cele staje się szczególnie odczuwalna.
Perspektywa rywalizacji aż sześciu drużyn dodatkowo podnosiła temperaturę sezonu. Każde bezpośrednie spotkanie między kandydatami do tytułu mogło mieć ogromne znaczenie dla układu tabeli. Równie ważne były jednak mecze z niżej notowanymi przeciwnikami, w których faworyci nie zawsze potrafili zdobywać komplet punktów. Richards doskonale rozumiał, że City musi koncentrować się na każdym kolejnym zadaniu, zamiast wybiegać myślami zbyt daleko w przyszłość.
Początek rozgrywek 2011/2012 pokazał, że Manchester City ma argumenty, by realnie walczyć o mistrzostwo Anglii. Drużyna prezentowała wysoką jakość, dysponowała znakomitymi zawodnikami i coraz pewniej czuła się w roli jednego z głównych pretendentów do tytułu. Remis z Fulham nie zmienił faktu, że zespół Manciniego rozpoczął sezon bez porażki i wysłał wyraźny sygnał konkurentom.
Dla kibiców The Citizens najważniejsze było jednak to, że ich klub przestał być postrzegany wyłącznie jako ambitny rywal Manchesteru United. City chciało samodzielnie pisać własną historię i walczyć o trofea na równych prawach z najbardziej utytułowanymi drużynami w kraju. Micah Richards nie ukrywał dumy z tej przemiany, ale jednocześnie przypominał, że przed zespołem jeszcze długa droga. Jeśli Manchester City utrzyma koncentrację i regularność, może odegrać kluczową rolę w walce o mistrzostwo. A sezon, w którym aż sześć drużyn ma ambicje sięgające tytułu, zapowiada się niezwykle emocjonująco.











